24.10.2018

Poprawa egzaminów zawodowych 9-10.01.2019 r.

Aktualności

Jak życie przećwiczyło kadetów z udzielania pierwszej pomocy

Nie spartoliliśmy!!!... Jak życie przećwiczyło kadetów z udzielania pierwszej pomocy
 
Ten kwietniowy dzień różnił się od innych tylko prognozą pogodowych zawirowań, a więc i skoków barycznych. Trójce kadetów – gdy opuszczali szkolny budynek – nawet do głowy nie przyszło, że za moment staną wobec konieczności ratowania ludzkiego życia.
 
Sklep w pobliżu Szkoły jest niewielki, ale uczęszczany. Właścicielkę odwiedziła akurat znajoma i – między obsługiwaniem kolejnych klientów – można było chwilę pogwarzyć. Gdy koleżanka nagle poskarżyła się, że boli ją gardło, stojąca za ladą przyjaciółka pomyślała, że zaraz przyniesie jej szklankę wody i suchość w gardle ustąpi.
 
Kolejne sekundy przyniosły jednak dramat, którego nikt się nie spodziewał. Zdrowa do tej pory, czterdziestokilkuletnia kobieta, zaczęła nagle słabnąć i sinieć. Oddech zmienił się w charczenie.
 
Przerażona właścicielka sklepu pochwyciła słabnącą koleżankę, żeby chronić jej głowę przed uderzeniem o podłogę. Równocześnie wybierała numer 112. Pech chciał, że coś przerwało połączenie z ratowniczą centralą. I nie szło się dodzwonić… Zdołała jednak dociągnąć kobietę do szerokiego parapetu i ją na nim ułożyć. W tych dramatycznych sekundach bardzo szybko zorientowała się, że o własnych siłach ani nie zdoła ratować znajomej, ani nie podoła ciężarowi coraz bardziej bezwładnego ciała.
 
Wtedy przez witrynę dostrzegła trzech kadetów, którzy wyszli z „mundurowej” Szkoły.
 
- Chłopcy, ratujcie, pomóżcie!!! – krzyknęła, wyskoczywszy na ulicę.
 
Cała trójka natychmiast znalazła się we wnętrzu sklepu. Właścicielka szybko zamknęła drzwi, żeby nie wszedł nikt z klientów ani gapiów.
 
Kadeci ułożyli bezwładną kobietę na podłodze. Jeden podtrzymywał ramiona i głowę, drugi ujął za nogi. Coraz groźniej wyglądająca sytuacja błyskawicznie podniosła im adrenalinę. Nagły stres z zakamarków pamięci natychmiast wydobył wiedzę, którą dwa lata wcześniej, na zajęciach z udzielania pomocy przedlekarskiej i resuscytacji, przekazywali im zawodowi ratownicy.
 
Zatem: pozycja boczna bezpieczna. Odchylenie głowy do tyłu, żeby ułatwić zaczerpnięcie powietrza. Sprawdzenie, co z językiem. Uwolnienie dróg oddechowych. Monitorowanie, czy oddech nie ustał.
 
Bezcenne sekundy płynęły, a myśli galopowały w głowach jak tabun koni. Żeby tylko nie popełnić błędu... Tu chodzi o ludzkie życie. Kilka minut bezdechu wystarczy, żeby brak dopływu tlenu do mózgu spowodował nieodwracalne zmiany.
 
Kobieta traciła kontakt z otoczeniem. Nagle pojawiła się krew. A tego na fantomie nikt z nich nie ćwiczył… Napięcie nerwowe rosło. Osłabłej natomiast musiało spadać ciśnienie.
 
Marcin odchylał głowę kobiety do tyłu, trzymał w pozycji bocznej i wycierał krew. Oddech zdawał się wracać, ale był płytki. Palcami pod nosem próbował wyczuć ciepłe powietrze. Siność skóry nie ustępowała.
 
W pewnym momencie oddzwoniła ratowniczka z numeru 112. Przestrzegała, by przy masywnym krwawieniu nie uciskać klatki piersiowej. I że w tak ciężkim przypadku na miejscu nie da się pomóc. A karetka już jedzie. Trzeba więc było poprzestać na delikatnym oklepywaniu pleców, żeby pobudzić oddech.
 
Pogotowie przyjechało po ok. 10 minutach. Kobieta wciąż była bez kontaktu, ale oddech jakby się normalizował.
 
Nosze i pakowanie do karetki. Gdy odjeżdżała, jeden z ratowniczej ekipy zdążył pokazać przez szybę uniesiony w górę kciuk.
 
Taki gest dla oszołomionych jeszcze chłopców znaczył w tym momencie więcej niż medal za dzielność w bitwie. Wiedzieli, że tu szło o życie. Czuli, że zrobili, co mogli. Bo tak nagły przypadek mógł się skończyć tragicznie.
 
Gdy z lekka „odtajali” po dramatycznej akcji, doszli do wniosku, że ich obecność akurat w tym miejscu i czasie była opatrznościowa. Opadająca adrenalina ustępowała miejsca trudno wyobrażalnej satysfakcji – takiej, którą można poczuć tylko w nadzwyczajnych okolicznościach.
 
- Nie spartoliliśmy, nie spanikowali - mówią teraz z dumą. – Gdybyśmy jeszcze wtedy byli w mundurach, to chyba by nas podniosło w górę... To była mega satysfakcja! Tyle endorfin!
 
Właścicielka sklepu dziękowała im z całego serca, że nie zawahali się ani przez chwilę. Wyskakując na ulicę i wołając o pomoc wierzyła, że „mundurowi” nie stracą głowy, będą wiedzieli jak ratować. Potem – wciąż jeszcze roztrzęsiona - pobiegła do Szkoły, żeby urywanymi zdaniami opowiedzieć nauczycielom i dyrekcji, co się wydarzyło w sklepie i jak sprawili się kadeci.
 
- Miałem krew na rękach, ale przecież nikogo nie zabiłem… - mówi Marcin o swojej pierwszej refleksji. – Ratowałem i jestem dumny, że mogłem pomóc. Nauka nie poszła w las. To było naprawdę mocne.
 
Gdy po tych wszystkich przeżyciach chłopcy dotarli na parking, wiatr pędził nad miastem ciemną chmurę. Po chwili lunął deszcz z kulkami gradu.
 
       * * *
 
Bohaterami dramatycznej akcji ratunkowej są kadeci z III klasy (maturalnej) mundurowego Prywatnego LO w Szkołach im. prof. Venuleta: Marcin Jandura z Maniów (klasa wojskowa), Dawid Zasada z Bustryku (klasa pożarnicza) i Marcin Owsiak z Lipnicy Wielkiej (klasa policyjna). Tego dnia już właściwie żegnali się ze Szkołą. Wkrótce staną do egzaminu dojrzałości. 
 
Za wspaniałą, obywatelską, empatyczną postawę; refleks, opanowanie i praktyczną wiedzę – dziękowała im nie tylko właścicielka sklepu, ale też całe grono pedagogiczne i dyrekcja Szkoły. Gratulowały rodziny i znajomi. 
 
Dwóch kadetów te przeżycia natchnęły myślą, że ich życiowym powołaniem jest ratownictwo medyczne. Poczuli też w sobie „zew munduru” i służby. Marcin przypomniał sobie o pradziadku, który walczył w kampanii wrześniowej, a Dawid – o dziadku–strażaku.
 
Kobieta, którą ratowali w zagrożeniu życia, z nowotarskiego Szpitala szybko została przetransportowana do krakowskiego Szpitala im. Jana Pawła II, gdzie przeszła już poważną operację kardiologiczną. Chłopcy – i cała Szkoła – mają nadzieję, że po leczeniu dane im się będzie z nią spotkać w szczęśliwszych okolicznościach.  
 
Na zdjęciu od lewej: Dawid Zasada z Bustryku, Marcin Jandura z Maniów, Marcin Owsiak z Lipnicy Wielkiej